• Wpisów:309
  • Średnio co: 5 dni
  • Ostatni wpis:3 lata temu, 23:36
  • Licznik odwiedzin:21 625 / 1839 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
Dawno nie dodawałam wpisów ale to dlatego że nie było czasu potem się już zapomniało i jakoś zleciało ale mniejsza z tym Wesołych Świąt wam życze



Pięknych Świąt i jeszcze raz wesołych radosnych Świąt Bożego Narodzenia
 

 
- Gdzie ty jesteś, (I.T.P.)? Zaczynam się o ciebie martwić! Oddzwoń w końcu! – nagrałam chyba już 10 wiadomość na poczcie głosowej mojej przyjaciółki.
Ona mnie dobijała. Nie daje żadnego znaku życia, ani nic tylko łazi gdzieś z jakimiś kumplami ze studiów. Usiadłam na kanapie i chwytając pilota w dłoń, przełączyłam kanał. Teraz ekran telewizora ukazywał najnowsze teledyski gwiazd. Właśnie spędzałam czas sama, w mieszkaniu moim i (I.T.P.). Rano zaplanowałyśmy sobie, że wieczorem pójdziemy do kina, na jakąś komedię, ale no cóż…… Jest 20:37, a jej jeszcze nie ma, mimo że powinna wrócić, zaraz po 15:30…….. No, także z dzisiejszego kina nic raczej nie wyjdzie…. Cały dzień przesiedziałam w dresach, przed telewizorem, oglądając jakieś angielskie seriale. Yhhh nie tak sobie wyobrażałam wyjazd do Londynu z przyjaciółką na studia… No ale trudno, w sumie w Polsce kiedyś też tak było. Wychodziła rano, wracała wieczorem. Nic nowego, prawda? A może rozładował jej się telefon? To by w sumie, chyba było logiczne.
Ruszyłam do kuchni, w celu zrobienia sobie czegoś do picia, jednakże zadzwonił mój telefon, który niestety trochę pokrzyżował mi plany. Wyjęłam komórkę z kieszeni dresów i zasiadając na blacie kuchennym spojrzałam na wyświetlacz. Nieznany mi numer…. Może to ( I.T.P). Może przypomniała sobie, o moim istnieniu? Albo może, pomyślała, że zacznę się o nią martwić?
- Halo?! – zapytałam z lekkim poirytowaniem w głosie.
- Witam. Nazywam się Mason Maberry. – przedstawił się, tajemniczy mężczyzna. – Dzwonię ze szpitala na ( nazwa ulicy ). Czy rozmawiam z panią ( T.I.) (T.N.)?
- Tak, to ja. – w moim głosie można było wyczuć, lekkie przerażenie. – O co chodzi?
- Jest pani spokrewniona z ( I.T.P.) (N.T.P.) ? – zapytał najprawdopodobniej lekarz.
- Spokrewniona, z nią nie jestem, ale jestem jej przyjaciółką i mieszkam z nią. – rzuciłam. – Czy coś się stało?
- Pani przyjaciółka, została potrącona przez pędzące auto. – powiedział lekarz.
- Że co? – szepnęłam przerażona i zdziwiona. Przez chwilę, mój mózg nie pracował normalnie.
- Wypadek spowodował, pijany kierowca. – kontynuował. – Pani przyjaciółka, ma złamane kilka żeber, lewą nogę oraz sporo siniaków. Za około 40 minut, przeprowadzimy operację, by usunąć odłamki połamanych kości. Jeżeli pani mogłaby przyjechać i podpisać kilka dokumentów, gdyż jak rozumiem, rodzina dziewczyny jest daleko?
- Tak w Polsce. Niedługo będę. – rzuciłam po czym szybko się rozłączyłam.
Moja ( I.T.P.) miała wypadek? Moja ( I.T.P.) leży w szpitalu? Nie, to nie może być prawda. Pędem, nałożyłam na siebie leżące na kanapie rurki i trampki, po czym wybiegłam z domu zamykając za sobą drzwi mieszkania.
Nie minęło dobrze, 10 minut, a ja już byłam w szpitalu. Każda sekunda, była niczym minuta. W mojej głowie, były miliony myśli. A najgorsze było jednak to, że z każdą kolejną, te myśli stawały się coraz gorsze i tragiczniejsze…… Biegłam jak opętana. Zatrzymałam się tylko w recepcji, by zapytać, gdzie leży ( I.T.P.). 412. To był ten pokój. Kiedy tylko uzyskałam tą informację, rzuciłam się pędem w stronę windy. Wsiadając do pustego „pojazdu”, nacisnęłam przycisk z bodajże wygrawerowaną „8”. Mijając kolejne piętra, nerwowo potupywałam nogą. Nie potrafiłam zapanować nad emocjami. Byłam rozgoryczona i zarazem wściekła na samą siebie, za tak fantastyczne podejście. To było najgorsze półtorej minuty w windzie jakie kiedykolwiek przeżyłam, zwłaszcza że ciągnęły się on w nieskończoność.
Drzwi windy otworzyły się z trzaskiem. Natychmiast wybiegłam z niej na korytarz. Biegałam jak opętana, po korytarzu, poszukując pokoju 412. Zanim jednak zdarzyłam dotrzeć, do Sali, gdzie leżała ( I.T.P.), ktoś złapał mnie za nadgarstek. Za mną stał, mężczyzna około 40, w białym fartuchu.
- Pani ( T.N.) ?
- Tak, to ja. – rzuciłam.
- Rozmawialiśmy przez telefon. Proszę panią do gabinetu. – powiedział lekarz. – Potrzebny jest podpis, kogoś z bliskich, byśmy mogli operować.
- Oczywiście. – odparłam. – Niech pan prowadzi.
Lekarz zaprowadził mnie do gabinetu. Podpisałam potrzebne dokumenty i jak najszybciej opuściłam to pomieszczenie. Znowu ruszyłam w stronę pokoju 412, który mijałam z lekarzem.
Stanęłam przed przeszkloną ścianą. Moim oczom ukazała się postać leżąca w śnieżnobiałym pomieszczeniu. Poczułam, jak łza toczy się po moim policzku. Patrzyłam na jej blade ciało, do połowy zakryte kołdrą. Spojrzałam, na posiniaczone ręce wystające spod białej pierzyny. Nie mogłam uwierzyć, że to moja przyjaciółka. Nie wierzyłam. Przecież, jeszcze rano, widziałam ją w nienaruszonym stanie, a teraz? Rozcięta warga, zaszyty łuk brwiowy, głowa okręcona białym bandażem, który w niektórych miejscach, przesiąkł krwią i przybrał kolor szkarłatnej cieczy. Naprawdę nie potrafiłam uwierzyć, że to ona. Jednak jej twarz, poznałabym wszędzie. Nawet teraz, kiedy była nienaturalnie blada i przypominała wyrzeźbioną z białego marmuru, rzeźbę, którą jakiś niezdarny pomocnik poplamił, gdzieniegdzie fioletową farbą. Nie wytrzymałam. Łzy ciurkiem spływały po twarzy. Nie wytrzymałam długo. Nie potrafiłam dłużej patrzeć, jak moja przyjaciółka, leży, blada i posiniaczona. Wybiegłam ze szpitala. Pędziłam w stronę „ naszego” miejsca. Nie obchodziło mnie, że to miejsce było oddalone od szpitala o półtora kilometra, a na dworze było już strasznie ciemno, i zrywał się duży wiatr. Biegłam. Ile sił w nogach. Kiedy wreszcie stanęłam na moście, który oddzielał dwa brzegi Tamizy, ale nie był zbyt znany i nie wiele osób nim przechodziło. Chwyciłam się barierki, po czym sprawnie, przeszłam na jej drugą stronę. Z całej siły trzymając się barierki, spojrzałam na porywczy nurt rzeki. Nie wiedziałam, co mam zrobić. ( I.T.P.) Była moją jedyną rodziną. Wychowywałam się sama, bez rodziców, w domu dziecka. Ona jest moją, pierwszą i prawdziwą przyjaciółką. Przygarnęła mnie i razem z rodzicami, zafundowała studia w Londynie. Byłam jej wdzięczna za wszystko. Jej rodzice, adoptowali mnie, kiedy miałam 13 lat. Od tamtej pory, byłyśmy nierozłączne. Nie wyobrażałam sobie, życia bez niej.
- Hej, piękna, nie skacz! – powiedział jakiś lekko przerażony głos. – Życie jest zbyt piękne! Chwilowe problemy, prędzej czy później znikną, a ty znów będziesz szczęśliwa! Przypomnij sobie chwile, kiedy szczery uśmiech gościł na twojej twarzy, a ty byłaś naprawdę szczęśliwa! Pomyśl o przyjaciołach!
- Moja jedyna przyjaciółka, jest w szpitalu! – krzyknęłam zapłakana. – Nawet nie wiem, czy przeżyje!
- Poczekaj! – powiedział chłopak, zbliżając się do mnie.
- Nie podchodź! – ostrzegłam.
- Poczekaj! – wciąż mnie przekonywał. – Zanim to zrobisz, porozmawiaj ze mną! Jeżeli później, będziesz jeszcze chciała się zabić, nie będę cię powstrzymywać, ale najpierw chociaż pozwól mi spróbować sobie pomóc.
- Dlaczego mam cię słuchać? – zapytałam, lekko odkręcając głowę. – Przecież nawet mnie nie znasz. Masz pewnie swoje problemy i tak naprawdę nie obchodzą cię moje kłopoty, więc po jaką cholerę, tracisz na mnie czas?
Poczułam, jak ktoś chwyta mnie w talii i wciąga na drugą stronę mostu. Chłopak, po mimo moich protestów i wyrywania się, objął mnie i przyciągnął do siebie, zmuszając bym się do niego przytuliła. Początkowo, nie chciałam. W końcu w ogóle go nie znałam, ale potrzebowałam tego. Potrzebowałam poczuć bliskość tej drugiej osoby. W tej chwili, nie obchodziło mnie, że go nie znałam. Liczył się tylko fakt, że ten chłopak, chciał mi pomóc. Albo przynajmniej udawał, że chciał mi pomóc. W ciemności, nie dostrzegłam żadnych szczegółów jego twarzy, czy chociażby jak był ubrany, jednak jego głos….. Był….. taki ciepły, troskliwy…. Mówił tak, jak…… jak mój tata, zanim zginął w wypadku samochodowym……… Tak bardzo mi tego brakowało.
Po kilku minutach, odsunęłam się od niego. Odchyliłam głowę w tył, by zobaczyć, chociaż oczy chłopaka. I co zobaczyłam? Piękne, brązowe tęczówki, w których można by się zatracić.
- Jestem Liam. – powiedział nieznajomy.
- A ja ( T.I.) – odpowiedziałam, wciąż ze łzami w oczach.
- Chcesz, ze mną pogadać tutaj, czy gdzieś indziej? – zapytał i lekko się uśmiechnął.
- Może być tutaj. – chłopak wskazał na miejsce przy barierce. Oparłam się o płotek, a Liam usiadł naprzeciwko mnie. – Posłuchaj. Nie miałam zamiaru skakać, więc nie musisz udawać, że obchodzą cię, moje problemy. Zrozumiem, jeżeli teraz odjedziesz, nie obrażę się.
- A może chcę zostać i wysłuchać, twojej opowieści? – zaśmiał się lekko. – Czy tak trudno jest ci w to uwierzyć?
- Po prostu…. Jesteś pierwszą osobą, która okazała mi tyle ciepła, od mojego przyjazdu do Londynu. – rzuciłam cicho i nieśmiało.


Spojrzałam na zegarek. Godzina 00:21.
- Jejku, zasiedziałam się trochę. – powiedziałam.
W ciągu kilku godzin opowiedziałam Liamowi, historię z całego mojego życia. To było naprawdę niesamowite, gdyż po kilku minutach znajomości, czułam, że naprawdę mogę mu zaufać. Li uświadomił mi, żebym nie traciła nadziei i wierzyła, że moja przyjaciółka już niedługo wróci do domu. Cieszę się, że jednak pozwoliłam mu zbliżyć się do mnie .
- Odwieźć cię do domu? – zapytał brązowooki.
- A mógłbyś? – uśmiechnęłam się.
- Oczywiście. – podniósł się z ziemi i podał mi rękę. – Chodź.
Wstałam, poczym kierowana przez Liama ruszyłam do jego samochodu. Chłopak, otworzył mi drzwi, po czym sam zajął miejsce obok. Mieliśmy właśnie ruszać, kiedy samochód zgasł. Liam, pacnął się w głowę.
- Poczekaj chwilę. Zapomniałem wymienić olej. – uśmiechnął się, po czym wyszedł z samochodu.
Przytulny wystrój auta i ciepło, sprawiło, że poczułam się senna. Walczyłam ze zmęczeniem, ale no cóż….. nie szło mi najlepiej….. Po kilku minutach….. Zmęczenie wygrało…..


Poczułam promienie słoneczne, które delikatnie otulały moją twarz. Otworzyłam powoli oczy i zobaczyłam, całkowicie obcy mi pokój. Przypomniałam sobie wczorajszą noc, jak zasnęłam w samochodzie Liama. Przeciągnęłam się na łóżku i delikatnie z niego podniosłam. W pokoju byłam sama. Nigdzie nie widziałam brązowych oczu Liama. Delikatnie, na palcach wyszłam z pokoju i zaczęłam rozglądać się po korytarzach. Dom był urządzony w stylu nowoczesnym, na bogato. I trzeba przyznać, osoba która urządzała to miejsce, ma świetny gust. Powoli zeszłam po kręconych schodach w dół. Wszędzie panował idealny porządek. Byłam pod wielkim wrażeniem wnętrza domu. Usłyszałam skwierczący na patelni olej, który jak się domyślam dochodził z kuchni. Skierowałam się w tamtą stronę. Przekroczyłam próg pomieszczenia, po czym z uśmiechem popatrzyłam na bruneta, krzątającego się w kuchni.
- Hej. – powiedziałam opierając się o framugę drzwi. Chłopak odwrócił się, a mi opadła szczęka.
- Ooo hej. Widzę że już wstałaś. Głodna? – zapytał, a ja nie mogłam oderwać od niego oczu.
- …………. Liam Payne……..…. O mój Boże……… - nie mogłam w to uwierzyć.
- Ymmm tak to ja. Mam nadzieję, że to nie problem? – powiedział, lekko niezręcznie.
- NIE! Jasne że nie. – uśmiechnęłam się. – Po prostu jestem w szoku. Byłam na waszym koncercie kiedyś…… Ale miałam kiepskie miejsca. W każdym bądź razie, lubię waszą muzykę i jestem naprawdę w szoku, że właśnie szykujesz dla nas śniadanie i w ogóle, spałam w twoim domu…..
- W moim łóżku. – zaśmiał się.
- O mój Boże…. Jeszcze lepiej. – uśmiechnęłam się. – No, ale skończmy ten temat. Co tam gotujesz?
- Smażę nam naleśniki. Mam nadzieję, że lubisz. – posłał mi takie urocze spojrzenie.
- Kocham naleśniki. – zaśmiałam się. – Mógłbyś mi powiedzieć, gdzie jest łazienka?
- Drugie drzwi po lewej. – odparł z uśmiechem.

Wytarłam usta, chusteczką, po czym spojrzałam na siedzącego naprzeciwko Liama, pałaszującego swoją porcję naleśników.
- Liam, zawieziesz mnie do szpitala? – zapytałam. – Bo ja swój samochód zostawiłam pod szpitalem.
- Jassssssne, tyko sjem swoje nalesniki. – powiedział z pełnymi ustami, na co ja wybuchłam głośnym śmiechem.ri.pinger.pl/pgr339/52c6b67000212c8a52f8fdb8/images.jpg

Z bloga http://i-wanna-be-forever-young-1dforever.blogspot.com/2013/09/i-czesc-imagina-o-liamie-przeczytaj.html

Zuza
  • awatar Gość: zzzzfhh emmilia ,,,,,,mmmmmmzzzeeewww
  • awatar Strengthened ♥: zaskoczona dziewczyna xd
  • awatar ♥Katherine♥: Witam, mam do Ciebie maleńką prośbę, a mianowicie chodzi mi oto, czy mogłabyś wejść na mój blog i polubić mój fan page (facebook )? Naprawdę bardzo, bardzo mi na tym zależy.... Z góry dziękuję bardzo ;* Pozdrawiam Link do polubienia na facebook : www.facebook.com/Catherinesdiary A to link do mojego bloga : catherinessdiary.blogspot.com
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
No to tak czytacie na własną odpowiedzialność i do jest dla dziewczyny z bloga http://sexilouiwiki.pinger.pl/
a kolejny imagin ma być o czym
miśki miłego weekendu


- Czego chcesz więcej?? - powiedział Lou – Masz pieniądze, rodzinę sławę i szczęście.
- Ale nie mam ciebie - w tym momencie moje oczy zaszkliły się – pamiętasz początek naszej przyjaźni? Początek X-Factora?
- Pamiętam jakby to było wczoraj.
- A jak odpadliśmy z XF. To też pamiętasz?
- Pamiętam, ale Harry, do czego zmierzasz?
- A pamiętasz co ci powiedziałem za kulisami?
- To było serio?!
Kiwnąłem twierdząco głową. Louis przytulił mnie z całej siły i wypowiedział słowa o których mogłem tylko śnić
- Też cię kocham, Hazz – powiedział przybliżając się do mnie
Nasze wargi zderzyły się ze sobą i przywarły do siebie pod wpływem namiętnego pocałunku. Nie przerywaliśmy tej czułości od ok. 5 minut. Czułem się niesamowicie. Właśnie całowałem się z miłością mojego życia. Przy nim, czułem się jakbym to robił pierwszy raz. Nagle poczułem czyjś dotyk na moim prawym udzie. Ręka Tomlinsona wędrowała ku górze. Nie przeszkadzało mi to. Przygryzłem jedynie lekko wargę na samą myśl co może się stać za pół godziny. Co ja gadam? Jakie pół godziny??
Rzuciłem się na Louisa i całowałem go namiętnie po szyi, zostawiając gdzie nie gdzie malinki. Co na to Lou? Nie sprzeciwiał się i nawet powiem więcej... Pragnął tego bardziej niż ja.
Dźgnąłem go lekko w żebra i szepnąłem czule do ucha:
- Chodź do sypialni
Tommo zaśmiał się, ale posłusznie podążył za mną do pokoju na piętrze. Gdy tylko tam dotarliśmy, rzuciłem się raz jeszcze na chłopaka. Poczułem ból. Coś wbijało się w mój brzuch. Jak się okazało, przyjaciel Louisa nie mógł wytrzymać już w obcisłych rurkach. Szybko zdjąłem owe ubranie, a Loui zarumienił się.
- Przy mnie to normalne – oznajmiłem, po czym oboje wybuchnęliśmy śmiechem. Nasze uśmiechy przerwał długi i słodki całus.
Louis chwycił mnie za pośladki i przywarł mocno do siebie tak, że ''nabiłem'' się na jego przyrodzenie. Może zabrzmi to dziwnie, ale strasznie mnie to podniecało. Miałem teraz ochotę zerwać z jego bioder te obcisłe bokserki, ale co chwilę Tomlinson atakował moje usta coraz bardziej słodszymi całusami.
Dopiero po chwili zorientowałem się, że nie mam na sobie ani bluzki, ani spodni, ani też bokserek. Postanowiłem podziękować brunetowi w identyczny sposób. Chwyciłem za przyrodzenie chłopaka i zacząłem energicznie pocierać to w górę, to w dół. Loui miał zamknięte oczy. Przygryzał swoją wargę, wiercił się we wszystkie strony i ściskał poduszki, na których leżał. Przestałem wykonywać dotychczasową czynność. Nie chciałem, żeby już na początku doszedł. (XD)
Teraz to on przejął inicjatywę. Wyjął z szafki nocnej gumkę recepturkę. Zawsze je tam trzymał, ale nie wiedziałem dlaczego.
- Ałć. Tomlinson, Kretynie to boli! - warknąłem
- To już całuję – uspokoił mnie
I rzeczywiście. Pocałował mojego penisa, w którego przed chwilą wycelował recepturką. Muszę przyznać, że mimo bólu, podobało mi się to. Ból, ukojenie, ból, ukojenie... I tak wkoło. Po czasie jednak ból się nasilał. Powiedziałem Louisowi, żeby przestał. Posłuchał mnie. W ramach przeprosin wziął do ust moje przyrodzenie i zaczął poruszać w wyznaczonym tempie głową. Chwyciłem go za włosy, pomagając mu zachować odpowiedni rytm. Nagle poczułem nieprzyjemne uczucie w okolicach podbrzusza. Z sekundy na sekundę ucisk przenosił się coraz niżej, aż w końcu doszedłem w ustach Louisa. Ucieszony chłopak spojrzał na mnie i pocałował delikatnie. Czarował mnie swoim uśmiechem. Tak bardzo się w nim zatraciłem, że nie zauważyłem kiedy we mnie wszedł. Przebiegły był z niego chłopak, trzeba przyznać.
Z każdym pchnięciem z moi ust wylewały się jęki przeplatane z przekleństwami. Było mi cholernie dobrze. Po chwil Tommo spuścił się we mnie. Zmęczony opadł obok mnie, przykrywając nas kołdrą
- Czy to był dowód naszej miłości? - spytałem
Louis przytulił się mocno do mnie, pocałował w ucho i szepnął – ''To my jesteśmy dowodem prawdziwej miłości. A teraz chodź już spać''.
Tak i też uczyniliśmy





z bloga https://www.facebook.com/permalink.php?id=419489414811459&;story_fbid=439627616130972
 

 
hej taki imagin z Nalliem troche smutny mam nadzieję,że sie wam spodoba z kim chcieli byście kolejny??


Czy kiedykolwiek zastanawialiście się nad sensem miłości?
Właściwie co to jest miłość?
Nie ma tak naprawdę wyjaśnienia.
Nastolatkowie nie wiedzą co to miłość.
Nie wiedzą jaką moc ma to słowo.
Przeżywają tylko zauroczenia.

Dla niektórych ludzi słowo miłość nie istnieje.
Nie ma takiego słowa w ich słowniku.
Tak właśnie było z [T.I].
Nigdy nie była kochana.
Skąd mogła wiedzieć co to za uczucie.
Była płytka.
Była szorstka.
Była nieprzyjemna.
Nie chciałbyś spotkać jej na swojej drodze.
A dlaczego taka była?
Bo nie doznała miłości.

Był chłopak.
On miał szczęście.
Rodzina go kochała.
Był sławny.
Miliony dziewczyn się w nim 'zakochiwały'.
Mógł mieć każdą.
Ale czy chciał?
Czy tego pragnął?
Nie.
Nie chciał tego wszystkiego.
Był wdzięczny, ale nie do tego dążył.

Czy się spotkali?
Oczywiście.
Było to dość nieprzyjemne spotkanie.
On wylał na nią swoją kawę, a ona na niego naskoczyła.
Potem zaczęli się umawiać.
Dwa różne światy.
A jednak ta 'inność' ich połączyła.
To było niezwykłe uczucie.
To co ich łączyło to było nie do opisania.
To było niesamowite.

Było tak zawsze?
Nie.
Potem ich drogi się po prostu rozeszły.
Uczucie wygasło, choć zdawać by się mogło, że to było wieczne.
Niestety tak nie było.
Chłopak o imieniu Niall znalazł sobie inną dziewczynę.
Podczas gdy ta twarda dziewczyna, nie znająca miłości wylewała hektolitry łez on się bawił.
Potem jego nowa wybranka go zdradziła, a on za wszelką cenę chciał wrócić do [T.I].

Pozwoliła mu ponownie zawładnąć swoim sercem?
Cóż na początku było trudno.
[T.I] go do siebie nie dopuszczała, lecz on się nie poddawał.
W końcu stali się ponownie parą, lecz [T.I] już mu tak bardzo nie ufała.

Co było potem?
[T.I] dowiedziała się o swojej chorobie.
Było im ciężko.
Za 3 miesiące mieli wziąć ślub i mieć dzieci, a choroba im w tym przeszkodziła.

Na co [T.I] była chora?
Miała raka płuc.
Męczyła się okropnie.
Niall na to wszystko patrzył.
Ale nie mógł nic zrobić.
Był bezradny.
Był bliski płaczu kiedy [T.I] przeraźliwie głośno kasłała i wypluwała krew.
To była męka.

Czy [T.I] wyzdrowiała?
Nie.
Umarła.
Było to dokładnie 23 maja.
To było bardzo przygnębiające dla Niall'a.

Nie ma się co dziwić. W końcu zmarła jego ukochana.
O to chodziło, ale nie wiecie jednej rzeczy.
Dzień po jej śmierci miał odbyć się ich ślub.
Do dziś pamiętam jak Niall płakał.
To było straszne.

Niall wyłączył telewizor, bo nie mógł słuchać bezsensownego wywiadu, który udzielała przyjaciółka [T.I].
Tak naprawdę chciała tylko rozgłosu.
Po jego policzkach leciały łzy. W jeden ręce trzymał tabletki, w drugiej alkohol.
Przed śmiercią, zdążył powiedzieć : Idę do Ciebie maleńka...


z bloga http://imaginy-1d-bymilena.blogspot.com/2014_01_01_archive.html
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Hej miśki jak tam u was? Miłego czytania



Dlaczego nie może być jak dawniej ? Nie bać się niczego chyba że sprawdzianu z chemii ...
Było jak w bajce a teraz to istny horror . Mam 19 lat i mam ochotę skoczyć z mostu !
Nie mieszkam już z rodzicami 2 lata , zaczynam studia medyczne ale szczęście nie jest z tego co się ma tylko z tego co się kocha ... Ja nie umiem kochać ... kiedyś ktoś tak strasznie mnie zranił , nie nie zranił ... opuścił ... ''Czas leczy rany'' mówili ... Kłamstwo ! Okropna pustka w środku zostaje na zawsze !
Liam ..... Był świetnym chłopakiem , piosenkarzem , przyjacielem i opiekunem .
Gdy tylko zamknę oczy widzę jego uśmiech , nawet wtedy kiedy ostatni raz spojrzał w moją stronę ...
Codziennie czuję że jakaś moja część umarła razem z nim ...
Ale on tego nie chciał , kazał bym była szczęśliwa , nie umiem ...
Wieczorami patrzę w nasze wspólne zdjęcia i widzę radość , szczęście ale to było dawno .
Obiecywał że ''tam'' kiedyś nam się uda .
W moich uszach brzmi cały czas nasza ostatnia rozmowa :

''-Adrianna ? - jego głos sprawiał że od razu zrobiło mi się cieplej
-Tak ?
-... - usiadł koło mnie i chwycił moją dłoń
-Coś się stało ? Nie było cię długo ...
-Byłem u lekarza i jestem chory ...
-Biedaczek... - przerwałam mu myśląc że to zwykły katar lub grypa
-Adi bo ja ... yhhhh ... będę musiał wyjechać w dłuższą ''trasę'' ....
-Wytrzymam przecież jest skype , telefony ... - mówiłam a on spuścił wzrok i westchnął
-Tak ... - powiedział i wyszedł z domu tak szybko że nawet nie zdążyłam się spytać gdzie idzie ''

A potem ktoś znalazł go na chodniku i zadzwonił na pogotowie ... Rak ...
I zostawił mnie z nadzieją że wróci ! Jak ja byłam głupia że go wtedy nie zrozumiałam !
Moja psychika jest poszarpana ...
Nasuwa się wam pewnie pytanie czemu nie wybrałam zamiast medycyny, Psychologi ... Z bólem psychicznym wiąże się też ból fizyczny . Tnę się ... Wiem że on by tego nie chciał ale to daje zapomnienie , chociaż na chwilkę . I właśnie przez to wszystko się posypało ... ten jeden raz zapomniałam zamknąć drzwi w łazience i wszedł Hazzaktóry po śmierci Liama był dla mnie jak brat ...
-Adrianna ! - krzyknął widząc jak w łzach zadaje sobie ból
-... - nie odpowiedziałam tylko oddałam mu przedmiot
-Jeśli chcesz się ciąć to weź moją rękę i zadaj mi tyle ran ile sobie zrobiłaś ...
-Nie mogę cię skrzywdzić - odparłam i wszystko zrozumiałam .
Wpadłam w ramiona Harrego z płaczem a ten pogłaskał mnie po głowie i szepnął :
-Chodźmy na cmentarz - wiedział że tam się uspokajał
Pojechaliśmy tam a on zostawił mnie samą przy jego grobie . Był inny niż wszystkie ... codziennie przychodziły tu fanki składając kwiaty , znicze i obrazki . Podniosłam kącik moich ust ku górze widząc jak ma tu pięknie .
-Ymmm hej Liam - wyszeptałam - Przepraszam cię za wszystko .. wiem że kazałeś mi być szczęśliwą ale jest mi tak cholernie trudno . Będzie już dobrze , będę się starać . Dziękuje jeszcze raz za wszystko ... To dzięki tobie idę na te studia ... kiedyś znajdę na to lek . Nie chcę by inna dziewczyna przeżywała to co ja . Tooo pa ..... przyjdę jutro ... kocham cię - mówiła i otarłam samotną łzę z mojego policzka .
-Ja ciebie też kocham - usłyszałam po chwili stłumiony głos .... Obejrzałam się dookoła ... nikogo nie było...

To chyba ty .... Mój aniele ...



z bloga http://kochamjedend.blogspot.com/
Carmel
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (5) ›
 

 
Hejka... jak tam w szkole lub na feriach



Wytłumacz mi, jak to jest. Jak temu wszystkiemu podołałeś ? Jak udało Ci się tyle osiągnąć ? I jakim sposobem nadal jesteś sobą ? Tym dawnym Louisem Tomlinsonem, którego tak bardzo kocham.

Pamiętam, jak razem stawialiśmy zamki z piasku. Jak nieraz dostałeś ode mnie łopatką w głowę, a za karę dawałeś mi buziaka. Musisz widzieć, że wówczas nie myłam policzka przez dwa dni.
Pamiętam, jak w wieku siedmiu lat przyszedłeś do mnie, obchodzącej piąte urodziny z konwaliami w dłoni i zaśpiewałeś mi "Sto lat".
Pamiętam, jak poszedłeś do szkoły, a ja musiałam sama się bawić. Zawsze po powrocie do domu, zrzucałeś tornister z nadrukiem jakiegoś superbohatera i biegłeś w moją stronę. I znów zamku z piasku i łopatka w mojej ruchliwej ręce. Kochaliśmy bawić się w piaskownicy, pamiętasz ? Mawiałeś, że jestem na nim księżniczką, a Ty uratujesz mnie od złej macochy. Wtedy to ja podarowałam Ci całusa. Pamiętam, że byłeś cały w piasku, którego drobinki jakimś cudem dostały mi się do buzi.
Kochałam tamte czasy, wiesz ? Byliśmy zbyt mali, by zrozumieć świat. Ale już wiedzieliśmy, czego chcemy. Ty chciałeś muzyki, a ja - Ciebie.
Byliśmy nierozłączni. Choć jesteś starszy o dwa lata, zawsze rozumieliśmy się bez słów.
Wówczas, mając jedenaście lat, nie marzyłam o nowym ubranku dla mojej szmacianej lalki. Marzyłam o szczęśliwej, mieszkającej we wspaniałej i oklepanej już willi z basenem. Gdzie stworzylibyśmy coś naprawdę cudownego ...
Dom pełen radości płynącej z nas i pełen śmiechu naszych pociech. Nie byłam głupim dzieckiem. Szybko dorosłam. Ale nigdy nie byłam chociaż w połowie tak dzielna jak Ty, Lou. Byłeś silny, gdy Twoi rodzice się rozstali. Ja nie wiem, czy dałabym radę. Wątpię. Potem choroba Daisy. Nie płakałeś w kącie, tylko wspierałeś osamotnioną mamę. Przyznam, że choć w Twoim życiu dużo było tych gorszych chwil opatrzność czuwała.

Pamiętam też piękny, majowy dzień, pełen słońca i zapachu konwalii rosnących w moim ogródku. Przyszedłeś do mnie.
- Cześć - przywitałeś się i pocałowałeś mnie. Parą, tak bardziej oficjalnie, byliśmy od ponad roku. Ty miałeś wówczas siedemnaście lat, ja - piętnaście. Każda chwila spędzona z Tobą była tą najlepszą w życiu. U Twego boku czułam się bezpiecznie, jak nigdzie.
Spędzaliśmy razem każdą wolną chwilę. Pragnęłam mieć Ciebie tylko dla siebie. I dziękuję, że to dostałam, choć troszkę.
- Skarbie, muszę Ci coś powiedzieć - nie widziałam tej radości w twoich oczach, która przecież zawsze Ciebie cechowała - Idę spróbować spełniać marzenia do X-Factora.
Rzuciłam Ci się na szyję. Wiedziała, że tylko czekasz na swoją osiemnastkę. Dopiero wtedy chciałeś zobaczyć, jak inni Cię ocenią.
Ale Ty odsunąłeś mnie od siebie, nie pozwoliłeś przytulić ani pocałować.
- Nie możemy być razem. Jeśli udałoby mi się zajść dalej, to byłby to związek na odległość. A związki na odległość na ogół nie mają żadnego sensu.
- Ale przecież jeszcze się nie dostałeś - wiem, pewnie zabolało - Jeszcze nie wiemy, czy dadzą Ci szansę.
Mnie chyba bardziej zależało na Nas. Wyszedłeś z mojego domu, zostawiając tyle cudownych wspomnień. Nie wiem, czy wiesz, ale wybiegłam za Tobą. Ale Ty znikałeś już za horyzontem. Nie miałam Ciebie. ZOstał mi tylko zapach tych cholernych konwalii, które do niedawno tak kochałam.
Dobrze myślałeś, dali Ci szansę. A mi ją odebrali.
Odebrali szansę na szczęśliwe życie. Cieszyłam się, że Ci się udało. Bo Cię kochałam. Stop. Ja nadal Cię kocham.
Zająłeś 3 miejsce z tym Twoim boysbandem. Zawsze pragnąłeś muzyki. Dobrze, że występ z X-Factorze to zaspokoił. Ja chciałam Ciebie. A spadam na samo dno. Ja i moje łaskawe przeznaczenie.
Rok 2013.
Ty jesteś już mężczyzną. Nie widziałam Ciebie już dobre trzy lata. Przeprowadziłeś się do Londynu.
Pamiętasz mnie jeszcze ? Wiesz, kim dla Ciebie byłam ? Kim STARAŁAM SIĘ być ?
Bądź z Eleanor, przecież widzę, że jesteście razem szczęśliwi. Nie zasługujecie na hejty, uwierz mi.
A co mi pozostało ?
Jestem Directioner, jak inne. Ale zapamiętaj, że zawsze będę tą najwierniejszą, nie zwracającą uwagi na nic. Żadne powinięcie się Twojej nogi nie wykluczy tego, że zawsze będę Cię wspierać.
Nic nie musisz zmieniać, ale pamiętaj o mnie. O tej pokręconej, ciemnowłosej dwudziestolatce , którą zwykłeś nazywać "Aniołkiem". Ale teraz Twojemu aniołowi opadły skrzydła. Nic nie jest w stanie ich uzdrowić. Jedynie świadomość, że pamiętasz.
Kocham Cię bez względu na wszystko. Bądź szczęśliwy.

- Kocham Cię bez względu na wszystko. Bądź szczęśliwy. - przeczytałem na głos, łkając. Łzy powoli spływały na list, który właśnie do mnie przyszedł. Nie mogłem być większym idiotą.
Największym błędem człowieka jest niezauważenie najważniejszych wartości.
Zostawiłem ją, ale nie przestałeś jej kochać. Co ja sobie myślałem ? Że będzie lepiej ? Nie chciałem ranić jej związkiem na odległość. Ale w miłości nie chodzi o kilometry, ale o moc uczucia. Dla mnie ono nie wygasło. Ono z każdym dniem jest coraz silniejsze.
Przecież nie sposób zapomnieć o dziewczynie, która jako wotum miłości daje Ci łopatką w głowę.
O dziewczynie, która jest większym aniołem niż reszta.
O dziewczynie, która walczy o swoje szczęście, które jakiś idiota bezmyślnie odebrał. Ona musi mnie szanować, skoro napisała. Zadziwiające po tym, co jej zrobiłem.
telefon do ręki. Czas zadzwonić do Eleanor i chłopaków. Muszę wyprostować moje życie. A uda mi się to tylko z moim zadziornych szczęściem. Mam tylko nadzieję, że dostanę szansę. Ona uświadomiła mi, że bez marzeń i wiary w szczęście po prostu życie nie istnieje.
Muszę jej za to podziękować.


Życie przestało mnie bawić.
Życie nie jest już istnieniem.
Życie to chińska podróba prawdziwego szczęścia.






Z bloga http://imaginy-onedirection-fans.blogspot.com/2013/05/116-louis.html
 

 
I jak co roku i w tym moje ciało był blado różowe. Musiałam to zmienić. Pewnego słonecznego dnia postanowiłam wybrać się na plaże. Założyłam bikini, chwyciłam koc i telefon podłączony do białych słuchawek. Wyszłam na zewnątrz zamykając za sobą drzwi. Szłam przez sam środek plaży szukając idealnego miejsca, po długich poszukiwaniach wreszcie znalazłam swój cel . Uśmiechałam się sama do siebie. Rozłożyłam koc na piachu, po czym położyłam się na nim wkładając słuchawki do uszu. Promienie słoneczne ogrzewały całe moje ciało. Czułam jak słońce piecze moją skórę. Wyjęłam z torebki krem do opalania i okrężnymi ruchami zaczęłam rozprowadzać go po całym ciele. Położyłam się wygodnie na brzuchu i wróciłam do poprzedniej czynności, a zatem do słuchania piosenek. Przesłuchałam kilka z nich, po czym doszłam do tej najważniejszej. Do piosenki Lady Antebellum - Wanted You More.
To była nasza ulubiona piosenka. Zawsze kiedy jej słuchałam łzy same leciały z mych oczu jak potoki , nie mogłam ich powstrzymać. Musiałam z tym skończyć, nie mogłam po raz kolejny zadawać sobie coraz większego bólu słuchając tej piosenki. Musiałam o nim zapomnieć, wyrzucić go z pamięci, ale to wszystko nie jest takie proste...
Nacisnęłam 'play' i rozbrzmiały pierwsze słowa piosenki
'I kept waiting on a reason and a call that never came'
Zaczęłam nucić słowa pod nosem. Nagle poczułam jak coś zasłoniło całe słońce, prze chwile pomyślałam, że to chmury...
Ktoś położył się na de mną, podtrzymując się rękami i nogami. Dzieliło nas już zaledwie kilka centymetrów.
Oczami Zayn’a
Ujrzałam ją leżącą na kocu. Choć była odwrócona tyłem, wszędzie mógłbym ją rozpoznać. Położyłem się nad nią, rozkładając ręce i nogi po obu stronach jej ciała. Poczułem jak jej włosy pachną truskawkowym szamponem, a ciało delikatnym zapachem kremu do opalania. Wszędzie mógł bym rozpoznać jej zapach. Delikatnie dmuchnąłem chłodem ze swoich ust prosto w jej plecy. Wreszcie nadszedł refren:
'I guess I wanted you more' i dołączyłem do niej 'And looking back now, I'm sure'
Nagle wyciągnęła słuchawki i delikatnie odwróciła się tak ,aby być ze mną twarzą w twarz. Znów ujrzałem jej śliczne zielone oczy, patrzące na mnie w taki sam sposób co dawniej.
Oczami T.I
Podparłam się na łokciach, patrząc na jego rozpromienioną twarz. Uwielbiam w nim ten cudowny uśmiech, przeszywające spojrzenie czekoladowych tęczówek . Właśnie takiego go pokochałam. Na mojej twarzy pojawił się lekki uśmiech. Pochylił się na de mną i szepną prosto do mojego ucha.
- Potrzebuję Cię teraz
Te słowa sprawiły że moje ciało lekko zadrżało. Zaśmiał się cicho. Podparł się jedną ręką, a drugą zaczął błądzić po moim ciele. Wzdrygnęłam się gdy poczułam jego delikatne palece. . Przerwałam tą cudowną chwile niechętnie podnosząc się do pozycji siedzącej .
- Yyy co Ty tu robisz?
- T.I przemyślałem sobie to wszystko, chcę do Ciebie wrócić. Złapał moją drobną dłoń delikatnie splatając nasze palce .
Cały czas milczałam. Chce tego . Bardzo go kochałam i bardzo za nim tęskniłam, ale nie mogłam zapomnieć tego , że mnie zostawił i związał się z kimś innym. Bardzo mnie zranił, dobrze wiedział jak bardzo mnie tym zranił ...
Ale tęsknota górowała nad rozumem. Wtuliłam się w jego tors zaciągając się zapachem mojej ulubionej wody po goleniu .
- Przepraszam – wyszeptał a ja ponownie zadrżała .
Delikatnie chwycił mnie za ramiona i odsunął od swojej torsu by spojrzeć mi w oczy. Uśmiechnełam się do niego delikatnie i musnęłam ustami jego spierzchnięte wargi.
- Wybaczam ci skarbie, ale następnej szansy już nie dostaniesz. Westchnęłam głęboko i ponownie wtuliłam się w klatkę piersiową Zayn’a. Brunet objął mnie łagodnie i zwrócił oczy ku błękitnemu, bezchmurnemu niebu.
- Dziękuje. Poruszył tylko ustami. Był szczęśliwy. Tak przypuszczałam ...


'A kiedy raz kogoś pokochasz... kochasz go już na zawsze'




Z bloga http://onedirection-polish-imaginy.blogspot.com/



Carmel XOX
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (6) ›
 

 
- Mamo, tato... - zaczęłaś spokojnie. - kojarzycie mój ulubiony zespół One Direction? - spytałaś rodziców.
- Tak, oczywiście. Jak mielibyśmy ich nie znać skoro wszędzie są ich plakaty, ciągle słyszymy z Twojego pokoju ich piosenki puszczone na cały regulator... Louis to ten od marchewek, Zayn od lusterek, Harry od kotów, Liam to ten co boi się łyżek, a Niall to ten z gitarą co ciągle jest głodny? - zaśmiała się twoja rodzicielka.
- Tak mamo. Dokładnie tak. A pamiętacie jak w czerwcu pojechałam na wakacje do cioci Ali w Londynie? Bo ja wtedy... Ja wtedy... - bałaś się dokończyć zdania bo nie wiedziałaś jak zareaguje twój nadopiekuńczy ojciec, który miał Cię ciągle za małą dziewczynkę.
- Córcia, spokojnie. Co wtedy się stało? - popatrzył na Ciebie tata z wielką troską.
- Bo ja wtedy byłam też na koncercie One Direction i poznałam chłopaków bo miałam kupione bilety VIP. - powiedziałaś na jednym wdechu jak najszybciej bo chciałaś mieć to już za sobą.
- Jak to?! A co jeśli by Ci się tam coś stało?! Przecież tam było kilka tysięcy obcych Ci ludzi! Jak mogłaś tego nie uzgodnić z nami?! - Twój ojciec jak zwykle musiał podkoloryzować swoje słowa.
- Ja, bo ja... Przecież wiecie jak bardzo zależało mi aby poznać swoich idoli! Gdybym wam powiedziała to na pewno byście mi nie pozwolili na niego pójść! - zbuntowałaś się.
- I mielibyśmy rację! Przecież wiesz, jak nam na Tobie zależy! My się po prostu martwimy. - powiedział twój zmartwiony tata. - Przecież wiesz, że ledwo się zgodziliśmy na wyjazd.
- Dobrze! Ale przecież widzisz, że jestem cała i zdrowa! A do tego spełniłam swoje największe marzenie. Poznałam chłopców, nawet się z nimi zaprzyjaźniłam bo wymieniliśmy się numerami telefonów... i... i...
- I co?! - zapytał Twój zdenerwowany ojciec.
- Bo ja... Bo ja i Niall jesteśmy razem... I ja po skończeniu liceum wyjeżdżam do Londynu studiować. Zostało mi dwa miesiące nauki i jadę. Nie czekam na Waszą zgodę bo ja już postanowiłam. Myślałam nad tym kilka miesięcy i myślę, że tak będzie dla mnie dobrze. Ja już jestem pełnoletnia! Chyba mogę podejmować takie decyzje. - powiedziałaś szybko.
- Nie wytrzymam! Wychodzę! - krzyknął zdenerwowany ojciec, po czym już go nie było w domu.
- Mamo, ja i Niall naprawę się kochamy. Spędziłam z nim wspaniałe dwa miesiące. A on zaproponował mi, abym się do niego wprowadziła, gdy skończy się kolejny rok szkolny. Tak więc, za dwa miesiące wyjeżdżam. Rozumiesz mnie, prawda? Zawsze chciałam studiować w Anglii, a teraz moje marzenie może się spełnić. - popatrzyłaś na rodzicielkę wzrokiem pełnym nadziei.
- Ah, rozumiem Cię. Myślę, że Twój ojciec zaraz się uspokoi. To po prostu jest dla niego wstrząs. Nie chce stracić swojej córeczki. - westchnęła twoja matka. - Ale opowiadaj jak poznałaś Nialla, jaki on jest? - matka popatrzyła na Ciebie z iskierkami w oczach.
- Oh mamo, Niall... - rozmarzyłaś się przypominając sobie te wspaniałe, niebieskie tęczówki wpatrzone tylko w Ciebie. - On jest wspaniały, bardzo opiekuńczy, przy nim czuję się taka szczęśliwa... Po tym koncercie w Londynie poszłam za ochroniarzem na spotkanie z chłopcami. Nie oczekiwałam na wiele. Chciałam tylko aby podpisali mi płytę i żeby zrobili sobie ze mną zdjęcie. Ale wtedy, gdy tam weszłam... Mamo, to jak miłość od pierwszego wejrzenia. A potem Harry zaproponował wspólne After Party. Zgodziłam się bo Niall tak ładnie się wtedy uśmiechnął. Na imprezie świetnie się bawiłam. Potem Niall odwiózł mnie do domu i dał mi swój numer telefonu. Zadzwoniłam do niego kolejnego dnia z podziękowaniem za udany wieczór. A on wtedy spytał czy pójdę z nim na kolację. Jak miałam się nie zgodzić? Zakochałam się w tym cudownym Irlandczyku. Spotykaliśmy się później przez całe dwa tygodnie dzień w dzień, a potem on wziął mnie nad jezioro i zagrał dla mnie piosenkę na gitarze, którą napisał specjalnie dla mnie. Później on mnie zapytał czy zostanę jego dziewczyną bo on od razu coś do mnie poczuł. Zupełnie tak jak ja do niego, dlatego się zgodziłam. To jest naprawdę cudowny chłopak. Przez dwa miesiące spędzałam z nim każdą jego wolną chwilę. Ale potem wakacje się skończyły, a ja musiałam wracać do Polski. - westchnęłaś. - Pożegnanie z nim nie było łatwe. Pamiętasz jak przez cały wrzesień i październik chodziłam przybita? To właśnie dlatego. Bo było mi go bardzo brak.
- Och córciu. Nie wiem co powiedzieć. - matka popatrzyła na Ciebie smutnymi oczami. - Ale jak chcesz z nim dalej być skoro nie gadałaś z nim przez 8 miesięcy?
- Mamo, przecież mamy XXI wiek. Pamiętasz jak ciągle prosiłam Cię o doładowanie konta? To właśnie dlatego, że ciągle z nim rozmawiałam. Zazwyczaj to on do mnie dzwonił bo nie chciał abym traciła pieniędzy... Gadaliśmy też ciągle na Skype. Te 1500 kilometrów nie pokona naszej miłości!
- Rozumiem Cię. Postaram się przekonać Twojego tatę, że wyjazd do Londynu jest dla Ciebie wielką szansą. Ale jeśli by się coś działo to masz mi mówić! - mama żartobliwie pogroziła Ci palcem.
- Dobrze mamo. Tak Cię kocham. - przytuliłaś się mocno do rodzicielki.
Następnego dnia twój tata Cię przeprosił i zgodził się abyś wyjechała. Widzisz, że nie jest mu łatwo ale to dla Ciebie naprawdę ważne. Nie wiesz co zmieniło jego decyzję ale widocznie Twoja mama miała bardzo dobre argumenty.

*dwa miesiące później na lotnisku*
- Wszystko spakowałaś? Wszystko masz? - pytał się Ciebie już setny raz Twój nadopiekuńczy tata.
- Tak tato. Wszystko wzięłam. Będę bardzo za Wami tęsknić. Oczywiście pozostaje nam Skype i telefony! - popatrzyłaś na wzruszoną matkę.
- Uważaj na siebie córeczko i przyjeżdżaj do nas z Niallem na święta! Na pewno zrobię dużo potraw! - uśmiechnęła się Twoja mama przytulając Cię. - A teraz już idź bo spóźnisz się na samolot!
- I pamiętaj, że Cię bardzo, bardzo, bardzo kochamy. - przytulił Cię tym razem tata oddając Ci walizki. - Jak tylko dolecisz na miejsce dzwoń do nas!
- Też Was bardzo kocham. - powiedziałaś i zrobiłaś grupowy uścisk z rodzicami.
Powoli ruszyłaś do odprawy machając jeszcze ręką na pożegnanie.

*kilka godzin później*
Lot przebiegł pomyślnie. Bez żadnych zakłóceń, czy turbulencji, których nienawidziłaś. Za parę minut masz spotkać swojego ukochanego. Nie możesz się doczekać bo bardzo za nim tęsknisz. Po odebraniu bagaży ruszyłaś w stronę poczekalni. Tam zauważyłaś jego, pięknego jak zawsze... Tłumaczył właśnie jakiejś staruszce gdzie powinna się udać. Wtedy wasze spojrzenia się spotkały. Podbiegłaś do niego, a on wziął Cię na ręce i mocno przytulił.
- Niall! Dusisz mnie. - zaśmiałaś się przez łzy szczęścia.
- Oh przepraszam ale tak bardzo tęskniłem! Przez telefon czy przez Skype nie mogłem poczuć Twojego zapachu, Twojego ciała... - odgarnął czule kosmyk włosów z Twojej twarzy. - Ah, tak bardzo Cię kocham. Więcej mnie nie zostawisz samego na 10 miesięcy! - krzyknął uradowany.
- Niall, ciszej. Ludzie się dziwnie na nas patrzą. - zaśmiałaś się. - Teraz już na zawsze razem. W końcu razem zamieszkamy.
- Tak na zawsze. - chłopak splótł wasze palce po czym czule Cię cmoknął w usta. - Chodź do NASZEGO wspólnego domu. - uśmiechnął się ukazując swój cudny uśmiech i biorąc Twoje walizki.
- Tak bardzo tęskniłam za Tobą. - przytuliłaś jeszcze raz chłopaka.
- Zaraz to wszystko nadrobimy. Na początku pojedziemy do domu, a wieczorem Liam organizuje małe przyjęcie wraz z chłopakami bo oni też porządnie się za Tobą stęsknili. - chłopak popatrzył na Ciebie i musnął jeszcze raz Twoje wargi.
- Teraz już wszystko będzie dobrze. - pomyślałaś, udając się ze swoim chłopakiem do wyjścia. - Nareszcie mam Cię przy sobie. - popatrzyłaś no swojego ukochanego.



Carmel z bloga
http://fajneimaginyz1d.blogspot.com/
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 


Ostatnie dni jako nie zamężna spędzałaś w swojej Ojczyźnie
- w Polsce.
A tym czasem Twój narzeczony Tom ,
jak i Jego dwójka przyjaciół ,
Mitchell i Louis ,
byli w Hiszpanii na wakacjach
i tam mieli załatwić cały ślub.
Wzruszyłaś się ,
gdy sam Tom właśnie Ci to zaproponował.
Mitchella znałaś dość dobrze ,
ale nie jakoś rewelacyjnie ..
ale był często w Waszym wspólnym mieszkaniu.
Natomiast Lou , to był Twój najlepszy przyjaciel.
To przez Niego poznałaś Toma ,
więc byłaś mu bardzo wdzięczna.
Znaliście się od małego ,
już jako roczne dzieci razem się bawiliście.
Twoi rodzice byli lekko przeciwni ślubowi ..
nie chcieli aby to Tom był Twoim mężem.
Ale po wielu kłótniach ,
i wytłumaczeniach że Go kochasz ,
chyba zdołali to zrozumieć.
Nie mieli do Niego zaufania ..
sama nie wiesz czemu.
Jakby coś zrobił ,
a Ty o niczym nie wiedziałaś.
Lou natomiast mówił że nie wie ,
czy to dobry materiał na męża ..
ale jako przyjaciel jest dobry.
Wtedy czułaś się ,
jakby każdy był przeciwko Tobie.
Jakby nikogo nie obchodziło Twoje zdanie ,
które miało bardzo wiele do powiedzenia.
Minął tydzień ,
odkąd Twoi chłopcy wyjechali do słonecznej Hiszpanii.
Tęskniłaś za wszystkimi ,
ale na szczęście w Polsce została czwórka ,
Twoich pozostałych przyjaciół.
Harry , Niall , Liam i Zayn.
Martwiłaś się ostatnio ,
bo Tom w ogóle nie pisał , nie dzwonił.
Ale wszyscy pocieszali Cię ,
że jest za bardzo pochłonięty przygotowaniami.
Pewnego dnia ,
gdy już sobie smacznie spałaś w łóżeczku ,
zadzwonił do Ciebie telefon.
Chciałaś najpierw odrzucić ,
ale zobaczyłaś że na wyświetlaczu widnieje napis :
" Louis xx "
To z trudem postanowiłaś odebrać.
Lou- (T.I.) ? przepraszam , pewnie Cię obudziłem ?
Ty- Spokojnie .. - powiedziałaś śpiącym głosem - stało się coś?
Lou- Musisz przyjechać jak najszybciej.
Ty- Co się stało !?
Lou- Małe komplikacje .. ale będzie lepiej jak przyjedziesz szybciej.
Ty- Za 3 dni , może być ?
Lou- Hm ..chyba tak. Dobranoc i jeszcze raz przepraszam.
Louis się rozłączył.
Nie wiedziałaś o co chodzi ,
ale na razie nie byłaś tym przejęta ,
bo nie myślałaś dobrze ,
byłaś śpiąca.
Już z samego rana ,
ponownie zadzwonił Louis.
Ty- Hallo ??
Lou- Dasz radę przyjechać jeszcze dzisiaj ?
Ty- Jak dzisiaj ? Louis co się dzieje tam do cholery ?!
Lou- No nic się nie dzieje ! po prostu jak dasz radę przyjedź jak najszybciej.
Rozłączyłaś się.
Byłaś zła .. nie wiedziałaś co się dzieje.
Lou nie był zazwyczaj taki poważny ,
zmartwiło Cię to.
Ale zdołowana byłaś bardziej tym ,
że od około 4 dni nie słyszałaś głosu swojego Toma.
Udało się szybko znaleźć miejsce
więc już dzisiaj o 21 ujrzałaś Hiszpanię.
T- (T.I.) ! - pocałował Cię namiętnie narzeczony.
Lou spojrzał na Niego drwiąco,
już wiedziałaś że byli po jakiejś kłótni.
Ale wolałaś w to nie wnikać.
Przywitałaś się potem z pozostałymi ,
i pojechaliście do hotelu.
Tak rozpakowałaś się.
Źle się czułaś ..
czułaś się jakby Tom był zawiedziony ,
że przyjechałaś.
Dlatego gdy wyszedł na taras ,
wyszłaś z Nim.
Spytałaś się co się dzieje ,
i czy wszystko w porządku.
T- A.. nic nie jest okey. Tylko nie mów tego Lou .. Obiecał mi pomóc w przygotowaniach do ślubu , a ten wszystko olewa ! prosiłem go o tyle rzeczy , bo ja robiłem inne , a ten wszystko olał ! dlatego musieliśmy zrezygnować z tego lokalu co Ci się podobał , bo przyszedł nietrzeźwy ! i pani powiedziała że nie wynajmie nam Go ..jestem na Niego zły..w dodatku gdy był pijany przyznał że mi Ciebie odbije ! ale nie mów mu , że Ci powiedziałem ..
Byłaś zła na Louisa.
To był tylko Twój przyjaciel ,
i nikt inny.
A z resztą, Tom to też był Jego najlepszy przyjaciel,
a czegoś takiego nie wolno robić.
Przez 3 kolejne dni ,
unikałaś Louisa.
Z trudem , bo to był Twój przyjaciel ,
ale musiałaś.
Dla wszystkich dobra.
Widać było , że to widział
i tym faktem był smutny.
Ale musiałaś.
Gdy siedziałaś tak nad basenem ,
myślałaś o tym wszystkim.
Ktoś przykrył Ci oczy .
Ty- Tom .. haha
Szybko obróciłaś się ,
i byłaś zdziwiona.
Bo zamiast Toma , stał tam Lou.
Ty Louis ? co tu robisz ?
Lou- Musimy pogadać !
Ty- Ale o czym ?
Lou- (T.I.) , zrozum .. Tom nie jest dobry na męża !
Ty- Chyba sobie żartujesz !? Tom miał rację !
Zbulwersowana ,
wzięłaś swój ręcznik i pobiegłaś do hotelu.
Byłaś zła , na wszystkich ...
czułaś się jakbyś była przez wszystkie osoby okłamywana.
Przez kolejne dwa dni ,
bardziej zaczęłaś unikać Louisa.
Z resztą Tom i Mitchell także.
Lou tylko miał z Mitchellem kontakt ,
jak spał z Nim w pokoju.
Spacerowałaś w jakimś ogrodzie ,
podziwiłaś kwiaty.
Gdy z tego wszystkiego wyrwał Cię Louis.
Lou- Czekaj !
Oczy wywróciłaś do góry nogami ,
no ale stanęłaś ..
Ty- Czego chcesz ?
Lou- Czemu wy mnie wszyscy unikacie !?
Ty- Chcesz zniszczyć dzień , mój najpiękniejszy dzień na który czekałam wiele lat !
Lou- Tak .. Tom , co jeszcze Ci nazwymyślał ?!
Ty- Nie masz prawa o Nim tak mówić !
Lou- Chodź , teraz Ci coś pokaże.
Ty- Nie pójdę.
Lou- (T.I.) , jesteś moją przyjaciółką ! znamy się od małego ! ostatni raz mi zaufaj ..ostatni
Przez chwilę myślałaś ..
ale dałaś mu tę szansę.
- Ostatni raz zaufać mogę.
Powiedziałaś po czym dałaś rękę Tomlinsonowi ,
aby Cię prowadził.
Zatrzymaliście się przy jakiejś kawiarence,
Ty- Co robisz ?
Lou- Kryj się za tą kolumną.
Zrobiłaś jak kazał ,
oboje tak się kryliście.
Przy stole zauważyłaś Toma z Mitchellem ,
a potem jak podeszła do Niego jakaś dziewczyna ,
ładna .. w obcisłej czerwonek miniówce.
Dla Toma była idealna ,
skoro zaczął z Nią flirtować.
Nie mogłaś wytrzymać ..
jednak Lou kazał Ci stać.
Ale po chwili nie dałaś rady
i poszłaś w stronę "gołąbeczków"
Ty- Nie przeszkadzam !?
T- (T.I.)? ale to Ona podeszła pierwsza ii ..
P- Przepraszam ,co ?! kim Pani jest ?
Ty- Ja / jestem Jego narzeczoną !
P- Tom? hahaa..no nie . Do widzenia Wam ..
Lou szybko podał Ci rękę i wybiegliście.
Poszliście w stronę wielkich kamieni ,
gdzie wszystko było okryte drzewami ,
i innymi roślinami.
Co jak "mini dżungla " .
Tam usiadłaś na jednym z kamieni ,
a Lou podał Ci zimną wodę.
Lou- Widzisz ? tak naprawdę całe wesele to ja organizowałem ..a On i Mitchell imprezowali jak mogli. Chciałem Ci to powiedzieć , ale wiedziałem jak mocno Go kochasz. To nie przeze ślubu nie będzie w tym lokalu , to On przyszedł nawalony ... nawet nie wiedział jakie są Twoje ulubione kwiaty.. a z panienkami imprezował cały dzień , nowy dzień - nowa laska.
Płakałaś tak przyjacielowi na ramieniu ,
a On próbował Cię pocieszać jak najbardziej mógł.
Lou- Wiem że to nie jest dobry moment...ale (T.I.) kocham Cię.
Popatrzyłaś na przyjaciela zaszklonymi oczami ,
a po chwili wasze usta były złączone.
Z niewinnego całusa ,
przeordził się On w namiętny i piękny.
Chciałaś,
aby ta chwila trwała wiecznie ,
ale tak się nie dało ..
ale za to takich chwil ,
było więcej i więcej.
Louis miał na sumieniu przyjaciół ,
ale chciał Twojego szczęścia .
Wybaczyli mu ...
tak samo wszystko wytłumaczyliście sobie z Tomem.
Stwierdził że nie jest na to gotowy ,
za to Lou powiedział , że On jest już od dawna.
Ślub się odbył ,
tyle że Panem Młodym był Louis ,
i od razu każdy był szczęśliwszy ,
gdy się o tym dowiedział.
Rodzice odetchnęli z ulgą ,
tak samo jak Louis ,
który przez całe dnie ,
nie dawał Ci zapomnieć że jesteś najcudowniejsza i najważniejsza.


Carmell
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›
 

 
Duży czerwony autobus podjechał właśnie na przystanek. Jedyne co spostrzegłam to, to, że był wypchany po brzegi. Nie wyobrażałam sobie tego, że będę się musiała wcisnąć do tego przeludnienia, normalnie jak w Indiach. Jednak okropnie się spieszyłam, więc mimo ogromu trudu wcisnęłam się do środka. Opierając się o ściankę autobusu wypuściłam z ulgą
powietrze. Wcale nie było tak źle. W tłumie rzucił mi się w oczy pewien blondyn. Miałam dziwne wrażenie że ciągle na mnie zerka, a kiedy się na niego spojrzę odwraca wzrok.
Na jednym z przystanków wysiadło kilka osób i w chwili spostrzegłam, że stoję twarzą w twarz z owym chłopakiem. Mój wzrok napotkał jego czarująco błękitne oczy. Nie myliłam się, on naprawdę się do mnie uśmiechał. Staliśmy tak, nie spuszczając z siebie wzroku, poczułam że na moją twarz wkrada się rumieniec. Na co chłopak jeszcze szerzej się uśmiechnął. Na kolejnym przystanku wysiadło jeszcze kilka osób, tak, że oprócz nas dwoje było pusto. Szłam właśnie w kierunku wolnego miejsca, kiedy autobus gwałtownie zahamował. Runęłam jak długa na podłogę, a zawartość moich zakupów, które zrobiłam na prośbę mamy rozsypała się. Już zaczęłam zbierać warzywa i owoce, kiedy ten sam blondyn trzymając część z nich, a dokładniej prezent urodzinowy dla mojego brata, przed sobą, stał przede mną.
Ty: Dzięki- szepnęłam tylko, odbierając rzeczy, kiedy chłopak szybko czmychnął na zewnątrz. Kiedy mi je podawał wyglądał jakby chciał coś powiedzieć, wahał się, ale nie, nic nie zrobił.
Kiedy za jakiś czas dochodziłam do swojego domu, oświeciło mnie. Ten blondyn, on…ja go znam, nie dość że widywałam go już wcześniej na tej linii to też jeden z chłopaków z One Direction. Nie skojarzyłam go wtedy bo miałam dużo na głowie.
W domu nie mogłam o nim przestać myśleć. Jak wariatka wymyślałam co może się stać przy następnym spotkaniu, choć wiadomo że to tylko moje głupie wymysły.
Następnego ranka ubrałam się i wyszłam. Dzień jak co dzień. Owinięta szczelnie szalikiem jak na zimę przystało ruszyłam w kierunku autobusu który miał zawieść mnie prosto na cieplutką uczelnię. Aż podskoczyłam kiedy dotarłam do mojego przystanku. Na moje szczęście nikt nie zauważył mojego wyskoku. Upewniłam się, że to nie sen, szczypiąc się w ramię. Przeczytałam ponownie treść krótkiej informacji.
„Jechałaś wczoraj około trzeciej ‘ósemką’. Miałaś na sobie czerwone spodnie i czarną kurtkę, oraz torebkę z zakupami. Jeśli możesz spotkaj się ze mną, będę tu jutro czekał około drugiej.”
Wszystkie lekcje przeleciały w oka mgnieniu. Nie mogłam się na żadnej skupić. Kiedy tylko zamknęłam oczy widziałam jego idealnie niebieskie tęczówki.
Aby być na czas musiałam dwie lekcje sobie odpuścić. Na szczęście moja kumpela Cendie zgodziła się mnie kryć, pod jednym warunkiem „opowiesz mi wszystko pierwszej, ze szczegółami”
„nie omieszkam” rzuciłam i odeszłam. Po półgodzinnej przeprawie przez wyjątkowo zatłoczone dziś miasto dotarłam na miejsce punktualnie druga. Z daleka widziałam już postać blondyna. Poczułam, że nogi mi miękną i prawie się trzęsę. Nieśmiało podeszłam
Ty: Cześć- rzekłam
N: Cześć- odpowiedział po czym zaległa przejmująca cisza.
Ty: Na mnie czekasz? – zagadnęłam
Niebieskooki utkwił wzrok w swoich trampkach.
Ty: Yym, to ogłoszenie…- próbowałam coś z niego wyciągnąć
N: Było idiotyczne, przepraszam- powiedział nadal nie patrząc mi w oczy- to tylko dlatego że ty…
P: Przepraszam- wtrąciła się jakaś staruszka- jak mogę dostać się na pocztę
Ty: Tam w następnej ulicy- powiedziałam szybko, a kobieta szybko zniknęła z widoku.
Ty: No więc to dlatego że co ja? – zwróciłam się do chłopaka
N: No bo…tylko nie bądź zła… to dlatego że ty…
Serce zaczęło mi bić szybciej. Jak on wspaniale wyglądał taki zawstydzony, wrażliwy…
Ty: Tak?
N: Ty.. wzięłaś moją koszulkę Nirwany, chciałbym ją odzyskać bo, to moja ulubiona- nagle cały czar prysł. Co ja sobie wyobrażałam? Romantyczną randkę na przystanku? Rzeczywiście, znalazłam jakąś koszulkę której nie kupiłam, ale myślałam że zostawił ją przez przypadek mój kuzyn. Nawet ją dzisiaj wzięłam żeby mu ją oddać, a tu jednak..
Ty: A więc jest twoja? – wygrzebałam z torby dany ciuch i podałam go blondynowi.- To pa.
N: Cześć- rzucił i poszedł w swoim kierunku.
Nadal nie wiedziałam jak ma na imię. Był taki tajemniczy.
Przez następny tydzień żałowałam, że nie spytałam go o to. Aż pewnego pięknego czwartku zobaczyłam go ponownie, w tym samym autobusie.
N: Będzie kontrola- szepnął nad moją głową. Podał mi bilet i wyskoczył na przystanku.
Ty: Wariat. Kompletny szaleniec. – mruknęłam pod nosem wsuwając skrawek papieru do kieszeni.
Przypomniałam sobie o nim dopiero następnego dnia, gdy jechałam do szkoły, a blond wlosy widniały mi gdzieś z przodu. Wyjęłam bilet z kurtki. Uff, na szczęścia miałam na sobie tę samą. Ruszyłam w jego kierunku, aby mu oddać rzecz, nie chciałam być czegoś mu winna.
Dopiero teraz zauważyłam odwrotną stronę karteczki.
„ Koszulka to tylko pretekst. Podrzuciłem ją sam. Zapominam język w buzi kiedy cię widzę. Może pójdziesz ze mną do kina. Tam nie trzeba gadać”
Uśmiechnęłam się do siebie. Teraz przepychałam się przez tłum pasażerów żeby dotrzeć do niego. Wiedziałam już że nie będziemy się spotykać tylko w komunikacji miejskiej…





Carmel

z bloga http://szalonepisarki-imaginy.blogspot.com/2013_04_01_archive.html
 

 
On -wysportowany blondyn z niebieskimi jak morze źrenicami,przystojny,zabawny,kapitan drużyny footboll'owej ,uwodziciel wszystkich dziewczyn w szkole.Ja byłam odwrotnością Niall'a ,niska zamknięta w sobie dziewczyna z dużą wyobraźnią. Czemu nad tym myślę? Otóż ja i Niall zostaliśmy zgłoszeni przez naszych najbliższych przyjaciół jako przewodniczący szkoły, nie mogłam uwierzyć ,że mam szansę zostać taką osobą ,nigdy nie postawiłabym siebie jako przewodniczącego ,a co dopiero szkoły ,a on ? Wyluzowany i wesoły ,po prostu się z tego śmiał. Nigdy za nim nie przepadałam ,a dlaczego ? Bo on miał już wszystko czego potrzebował rzyjaciół ,rodzinę,dziewczynę.... tak miał dziewczynę ,jednak dla mnie była z nim tylko dla sławy ... nie lubię fałszywych ludzi .
-Ty jesteś Maggie ,prawda ? - z moich rozmyśleń wyrwał mnie męski głos należący do mojego przeciwnika .
-Tak ,a ty Niall ,nieprawdaż ? - chłopak zaśmiał się pod nosem, na co się trochę speszyłam .
-Tak ,miło mi . To z tobą mam zaszczyt konkurować ? - spojrzał mi w oczy ,jakby szukały w nich odpowiedzi .
-Tak ,niestety - prychnęłam pod nosem .
-Będzie trudno rywalizować z taką piękną dziewczyną jak ty i nie wiem czy dam radę - znowu obdarzył mnie tym swoim zalotnym uśmieszkiem , po czym oparł się o szafkę ,która należała do mnie .
-Nie wydaję mi się .Cześć - przeciągnęłam ręką po grzywce i oddaliłam się od blondyna ,widziałam jego zakłopotanie w oczach ,kiedy skręcałam w kolejny korytarz ,nie widziałam o co mu chodzi ....

***

To dzisiaj nadszedł dzień głosowania ...ten cały tydzień był dla mnie koszmarny ,robienie tych wszystkich plakietek,plakatów,ciasteczek ...w końcu musiałam jakoś zachęcić uczniów do głosowania na mnie ,co nie ? Chociaż i tak nie miałam szans z Niall'em ,na niego na pewno zagłosują chłopaki z drużyny i te wszystkie wypindrzone lalunie ,a ja mam jedynie poparcie tych osób ,które można nazwać w tej szkole" grupą specjalną" czyli takimi odludkami ,kujonami ,a raczej osobami z dobrymi stopniami.
Była godzina 7:30 ,zawsze tak szybko przychodziłam do szkoły ,to był już mój taki zwyczaj.
Szłam właśnie w kierunku mojej szafki ,by zabrać potrzebne książki ,ale ktoś złapał mnie za nadgarstek i zakrył oczy chustą ...przerzucił mnie przez ramię i powoli szedł ,nie krzyczałam ,bo po co ? I tak by mnie nikt nie usłyszał ...o takiej godzinie nikogo nie ma jeszcze w szkole oprócz mnie i kilku sprzątaczek ..a jednak myliłam się co do ilości osób .
Usłyszałam dźwięk otwieranych drzwi ,a potem osoba trzymająca ,opuściła mnie wygodnie na ziemie i odeszła .
-Możesz już zdjąć opaskę - powiedział znajomy mi głos.
-Jesteś walnięty czy co ? Myślisz ,że jak jesteś rozpoznawany to możesz robić sobie co chcesz ? Nie ,Niall to tak nie działa - zaczęłam się drzeć ,jednak ochłonęłam gdy zobaczyłam smutną minę chłopaka -przepraszam nie chciałam cię urazić aż tak -podeszłam do niego i dotknęłam jego ramienia.
-Bo ja ... ja ...przepraszam ,wiem ,że wykorzystuję popularność ,ale inaczej byś mnie nigdy nie zauważyła ,specjalnie się zapisałem na wybory na przewodniczącego ,by spędzić z tobą więcej czasu ,no wiesz ....te wszystkie debaty ,dużo się działo przez ten tydzień ,ale jak zauważyłem ,że w ogóle nie zwracasz na mnie uwagi to musiałem coś zrobić ,a żaden plan nie wpadał mi do głowy jak cię zdobyć ,więc ...- zawahał się .
-Więc poprosiłeś swojego kolegę ,żeby mnie tu przyniósł -dokończyłam za niego nieco spokojniejszym głosem .
-Tak i bardzo cię przepraszam jeżeli cię prze straszyłem - przytulił mnie .
-Nie ma sprawy ...-wtuliłam się w niego - ....wydaję mi się ,że jesteś inny .
-Jak to inny ?- zdziwił się .
-Jesteś czuły ,miły i sympatyczny .... nigdy bym tak nie powiedziała o tobie .... sam, jesteś innym człowiekiem -odsunęłam się od niego .
-W twoim towarzystwie wszystko jest inne - rozmarzył się .
-Zastanów się nad sobą ,a może wtedy ...- nie dokończyłam ,bo blondyn wszedł mi w zdanie .
-Umówisz się ze mną ? - zapytał .
-Zastanowię się jeszcze ,ale jest szansa - uśmiechnęłam się do chłopaka i opuściłam salę od muzyki ,do której byłam zmuszona pójść .

***

Jest godzina 14 z groszami ,wszyscy uczniowie są już na sali gimnastycznej. Denerwuję się jak nigdy ,wypociłam już swoją ulubioną koszulkę ,w tej chwili nawet najlepszy dezodorant by mi nie pomógł . Stałam na środku sali ,koło mnie stał Niall, był uśmiechnięty od ucha do ucha .
-Dziękuję ,że tu przyszliście drodzy uczniowie - z głośników obok mnie wydobyły się słowa regułki p.Smith, dyrektorki tej szkoły -pragnę po informować was ,że dzisiejsze wybory nie odbędą się z powodu wycofania się jednego ze startujących - w tej chwili spojrzałam w stronę blondyna ,a ten jeszcze bardziej się wyszczerzył i spojrzał mi w oczy.Odwróciłam wzrok i jeszcze raz spojrzałam na dyrektorkę ,która nadal mówiła coś do mikrofonu ,jednak teraz nie słuchałam jej ,byłam zszokowana " .... Niall....wycofał się " -tylko to mi chodziło po głowie .
-Więc z wielką przyjemnością ogłaszam ,że nowym przewodniczącym szkoły zostaje [T.I][T.N]-kobieta zeszła z podestu i podeszła do mnie ,przy okazji gratulując mi .
Zeszłam ze sceny ,a do mnie od razu podbiegli moi przyjaciele .
-Widzisz ,wiedziałam ,że ci się uda - powiedziała moja przyjaciółka .
-Jesteście wielcy ,dziękuję wam ,to przez was teraz jestem tym kim jestem -zaczęłam głośno się śmiać - Na waszą cześć dzisiaj organizuję imprezę w klubie o 8 p.m.,przyjdziecie co nie ?
-No oczywiście kochana - zza moich przyjaciółek wyłoniła się twarz ...mojego byłego chłopaka .Ucieszyłam się na jego widok ,ponieważ zerwaliśmy ze sobą tylko dlatego ,że wyjechał do USA .
-Tak się cieszę ,że cię znów widzę Max - szybko podbiegłam do niego i wskoczyłam na niego okrakiem ,zakręcił mnie dookoła siebie ,a potem czule pocałował w usta ,na początku się trochę zwlekałam ,ale w końcu oddałam pocałunek .
Otworzyłam oczy i za plecami przyjaciela ,zobaczyłam smutną twarz Niallera ,widocznie chciał do nas podejść ,jednak wycofał się .Szybko zeszłam z Maxa i pobiegłam za blondynem .
Złapałam go dopiero przy wyjściu ze szkoły .
-Hej Niall, chciałbyś dzisiaj przyjść na imprezę ? - zapytałam się, patrząc mu w oczy ,jego oczy wyrażały wszystko ,chyba był kiepski w ukrywaniu uczuć .... zazdrość,smutek,żal i ...miłość ...kurcze,dlaczego tego wcześniej nie zauważyłam.
-Ta, chętnie ,a o której ? - zapytał cicho .
-O 8 p.m. mogę po ciebie przyjść i pójdziemy razem ?
-Jeżeli nie będzie przeszkadzało to twojemu .. - nie dokończył .
-To nie jest mój chłopak ,zerwaliśmy ze sobą kilka miesięcy temu z powodu jego przeprowadzki do Stanów,może kiedyś go kochałam ,ale to uczucie już dawno wygasło - powiedziałam zasmucona.
-A ten pocałunek ? - dopytywał się .
-To on mnie pocałował -powiedziałam z uśmiechem na twarzy ,żeby trochę ośmielić chłopaka .
-Aha - powiedział trochę weselej -Idziesz już do domu ? Może chciałabyś żebym cię no wiesz ... no...- poplątał się
-Tak chętnie się z tobą przejdę - uśmiechnęłam się do chłopaka .
~*~
-To do 20 ,Niall -powiedziałam ,gdy zbliżaliśmy się do mojego domu,odwróciłam się na pięcie ,jednak jego dłoń umożliwiła mi pójście.Spojrzałam na niego ,jego twarz była coraz bliżej mojej .Nasze usta zbliżały się coraz szybciej ,chciałam tego ,nie wiem dlaczego,ale przez ostatni tydzień ten chłopak naprawdę zawrócił mi w głowie . Pocałowaliśmy się ,na początku wolno ,ale po chwili całowaliśmy się bardzo namiętnie i łapczywie ,chłopak zaczął trzymać swoją rękę na moim policzku ,kiedy uznał ,że mu nie ucieknę.Całowalibyśmy się jeszcze dłużej ,jednak nasze płuca potrzebowały nowego tlenu .Niechętnie odsunęłam się od chłopaka robiąc długi wdech ,tak jak on .Przez chwile się nie odzywaliśmy ,ta cisza była trochę krępująca ,więc powiedziałam coś do niego niezrozumiale.
-Mogłabyś powtórzyć ? - zapytał ,nadal się uśmiechając.
-Chciałam tylko powiedzieć do zobaczenia na imprezie ,mam nadzieję ,że pójdziesz tam razem ze mną -powiedziałam ,uśmiechnęłam się i odeszłam kiwając mu na pożegnanie ,odwróciłam się i usłyszałam szept chłopaka.
-Pójdziemy tam razem -zaakcentował ostatnie słowo ,przez co szczerze się uśmiechnęłam przekręcając kluczyki w zamku drzwi ....
Mineły już 2 lata od tego dnia ,spotykaliśmy się codziennie,dzień po wyborach zostaliśmy parą .Niall na każdym kroku pokazywał mi jak bardzo mnie kocha ,a ja coraz bardziej utwierdzałam się z tą myślą.Od dłuższego czasu chcę powiedzieć Niallowi o mojej ciąży ,mam nadzieję ,że przyjmie to dobrze .....




Jt postaram dodać kolejna część opowiadania a to jak wam się podoba?
z bloga
http://niall-harry-liam-zayn-louis.blogspot.com/search?updated-min=2012-01-01T0000-080&updated-max=2013-01-01T0000-080&max-results=10
 

 
http://vcfviolacamifran.pinger.pl/m/20715089

Tu masz odp martina tam sie najcześciej ubiera u Sofi Caputio.
Ale tak normalnie sklepie to nie mam zielonego pojęcia gdzie można kupić na pewno tam http://www.sofiacaputo.com.ar/es/
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
no więc kto chciałby zostać skrytykowany przez ze mnie
i focia
 

 
  • awatar Gość: Wg mnie B :).
  • awatar Leonetta wymiata, miłość ich splata!<3: Sama nie wiem teraz już jest taka dorosła a wtedy wyglądała jak mala dziewczynka więc tego nie możne porównywać ja tylko powiem tyle że teraz ma lepsze włosy
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Wczoraj swoje 23 urodziny obchodziła odtwórczyni roli Camili - CANDELARIA MOLFESE.

Pamiętajcie, aby złożyć jej życzenia! Pokażmy po raz kolejny, że Polska pamięta o obsadzie!

Spamujmy jej na Twitterze!
" Feliz Cumple Cande! Polonia te ama! - " Wszystkiego najlepszego Cande! Polska Cię kocha! "

Twitter
https://twitter.com/kndmolfese




 

 
O POZYTYWNYCH WIADOMOŚCIACH
Martina Stoessel dla Florencii Bertotti

Bohaterka wraz z Florencją świetuje fenomen Violetty.

Widzę Tini - bardzo utalentowaną dziewczynę, korzystającą z tego, co robi. Praca, wola i zaangażowanie o ile ktoś ma wyniki w tym dziele. W tym przypadku sukcesem jest Violetta. Jest inspiracją, jest wiarygodna i mówi, że wysiłek i energia włożona w tym samym kierunku, zawsze prowadzą do czegoś pozytywnego. Ale ostatecznie, poza produkcją zawsze, ale to zawsze, trzeba najpierw oddać komuś duszę i serce.Komuś, kto przykłada się do pracy. I tą osobą jest Martina. Historie dla dzieci, które mają trudności i niepowodzenia z ludźmi, identyfikują się z postaciami i uczą się prezentowanego tam doświadczenia. Ogólnie jest o szczęśliwych zakończeniach: rzeczy dobrych ludzi kończą się dobrze, a złych źle lub jeśli z jakiegoś powodu idą w dobrą stronę nikt nie przyklaskuje, a ni nie chwali. Z Violetta wszyscy szaleją, cieszą się, chcą się ubierać jak ona ... i jeśli program, pokaz i pieśni przynoszą wiadomości etyczne i pojednawcze, jest również przykładem dla innych. Musi się powiększać, a nie zmniejszać, bo dla dzieci jest bardzo ważna. Bohaterowie Violetty często są podziwiani i mówią, że Martina bosko śpiewa! Dzięki jej głosowi film Frozen jest niesamowity. Pracuje bardzo ciężko, koncertowała w Ameryce Łacińskiej i teraz jest w Europie, robi zdjęcia do magazynów, do telewizji, ma spotkania z fanami tu i tam ... Mogę potwierdzić, że rytm jej pracy jest bardzo męczący i nie może czasami poradzić sobie, jeśli dużo energii i poświęcenia nie będzie można umieścić. Cieszy się i podnieca, gdy dociera do wielu miejsc i przyjmują ją tam z wielką uprzejmością, a ci, którzy wiedzą ją na żywo mają wielkie szczęście. Wielu ludzi, matki, zbliża się do mnie i mówi: "Moje córki
teraz wyglądają bardziej jak Violetta ". Te fenomeny telewizji często pojawiają się i są rejestrowane w przypadkach, gdy widzowie uważają je za skarb, upominek Zobacz Tini śpiewa i pracuje, jest inspiracją dla innych. Pokazuje, że można osiągnąć wszystko, ale należy się zaangażować. Myślę, że również zachęcanie, by pokazać innym, że można. Tini jest bardzo młoda, ma dopiero 16 lat i posiada ogromną przyszłość.




Autor: WerWeroNika
 

 
http://miska22.pinger.pl/m/20833837 hej zaglosujecie na mnie moj nr t to 6 bardzo prosze odwdziecze sie