• Wpisów: 309
  • Średnio co: 6 dni
  • Ostatni wpis: 3 lata temu, 23:36
  • Licznik odwiedzin: 22 024 / 1927 dni
 
vcfviolacamifran
 
Duży czerwony autobus podjechał właśnie na przystanek. Jedyne co spostrzegłam to, to, że był wypchany po brzegi. Nie wyobrażałam sobie tego, że będę się musiała wcisnąć do tego przeludnienia, normalnie jak w Indiach. Jednak okropnie się spieszyłam, więc mimo ogromu trudu wcisnęłam się do środka. Opierając się o ściankę autobusu wypuściłam z ulgą
powietrze. Wcale nie było tak źle. W tłumie rzucił mi się w oczy pewien blondyn. Miałam dziwne wrażenie że ciągle na mnie zerka, a kiedy się na niego spojrzę odwraca wzrok.
Na jednym z przystanków wysiadło kilka osób i w chwili spostrzegłam, że stoję twarzą w twarz z owym chłopakiem. Mój wzrok napotkał jego czarująco błękitne oczy. Nie myliłam się, on naprawdę się do mnie uśmiechał. Staliśmy tak, nie spuszczając z siebie wzroku, poczułam że na moją twarz wkrada się rumieniec. Na co chłopak jeszcze szerzej się uśmiechnął. Na kolejnym przystanku wysiadło jeszcze kilka osób, tak, że oprócz nas dwoje było pusto. Szłam właśnie w kierunku wolnego miejsca, kiedy autobus gwałtownie zahamował. Runęłam jak długa na podłogę, a zawartość moich zakupów, które zrobiłam na prośbę mamy rozsypała się. Już zaczęłam zbierać warzywa i owoce, kiedy ten sam blondyn trzymając część z nich, a dokładniej prezent urodzinowy dla mojego brata, przed sobą, stał przede mną.
Ty: Dzięki- szepnęłam tylko, odbierając rzeczy, kiedy chłopak szybko czmychnął na zewnątrz. Kiedy mi je podawał wyglądał jakby chciał coś powiedzieć, wahał się, ale nie, nic nie zrobił.
Kiedy za jakiś czas dochodziłam do swojego domu, oświeciło mnie. Ten blondyn, on…ja go znam, nie dość że widywałam go już wcześniej na tej linii to też jeden z chłopaków z One Direction. Nie skojarzyłam go wtedy bo miałam dużo na głowie.
W domu nie mogłam o nim przestać myśleć. Jak wariatka wymyślałam co może się stać przy następnym spotkaniu, choć wiadomo że to tylko moje głupie wymysły.
Następnego ranka ubrałam się i wyszłam. Dzień jak co dzień. Owinięta szczelnie szalikiem jak na zimę przystało ruszyłam w kierunku autobusu który miał zawieść mnie prosto na cieplutką uczelnię. Aż podskoczyłam kiedy dotarłam do mojego przystanku. Na moje szczęście nikt nie zauważył mojego wyskoku. Upewniłam się, że to nie sen, szczypiąc się w ramię. Przeczytałam ponownie treść krótkiej informacji.
„Jechałaś wczoraj około trzeciej ‘ósemką’. Miałaś na sobie czerwone spodnie i czarną kurtkę, oraz torebkę z zakupami. Jeśli możesz spotkaj się ze mną, będę tu jutro czekał około drugiej.”
Wszystkie lekcje przeleciały w oka mgnieniu. Nie mogłam się na żadnej skupić. Kiedy tylko zamknęłam oczy widziałam jego idealnie niebieskie tęczówki.
Aby być na czas musiałam dwie lekcje sobie odpuścić. Na szczęście moja kumpela Cendie zgodziła się mnie kryć, pod jednym warunkiem „opowiesz mi wszystko pierwszej, ze szczegółami”
„nie omieszkam” rzuciłam i odeszłam. Po półgodzinnej przeprawie przez wyjątkowo zatłoczone dziś miasto dotarłam na miejsce punktualnie druga. Z daleka widziałam już postać blondyna. Poczułam, że nogi mi miękną i prawie się trzęsę. Nieśmiało podeszłam
Ty: Cześć- rzekłam
N: Cześć- odpowiedział po czym zaległa przejmująca cisza.
Ty: Na mnie czekasz? – zagadnęłam
Niebieskooki utkwił wzrok w swoich trampkach.
Ty: Yym, to ogłoszenie…- próbowałam coś z niego wyciągnąć
N: Było idiotyczne, przepraszam- powiedział nadal nie patrząc mi w oczy- to tylko dlatego że ty…
P: Przepraszam- wtrąciła się jakaś staruszka- jak mogę dostać się na pocztę
Ty: Tam w następnej ulicy- powiedziałam szybko, a kobieta szybko zniknęła z widoku.
Ty: No więc to dlatego że co ja? – zwróciłam się do chłopaka
N: No bo…tylko nie bądź zła… to dlatego że ty…
Serce zaczęło mi bić szybciej. Jak on wspaniale wyglądał taki zawstydzony, wrażliwy…
Ty: Tak?
N: Ty.. wzięłaś moją koszulkę Nirwany, chciałbym ją odzyskać bo, to moja ulubiona- nagle cały czar prysł. Co ja sobie wyobrażałam? Romantyczną randkę na przystanku? Rzeczywiście, znalazłam jakąś koszulkę której nie kupiłam, ale myślałam że zostawił ją przez przypadek mój kuzyn. Nawet ją dzisiaj wzięłam żeby mu ją oddać, a tu jednak..
Ty: A więc jest twoja? – wygrzebałam z torby dany ciuch i podałam go blondynowi.- To pa.
N: Cześć- rzucił i poszedł w swoim kierunku.
Nadal nie wiedziałam jak ma na imię. Był taki tajemniczy.
Przez następny tydzień żałowałam, że nie spytałam go o to. Aż pewnego pięknego czwartku zobaczyłam go ponownie, w tym samym autobusie.
N: Będzie kontrola- szepnął nad moją głową. Podał mi bilet i wyskoczył na przystanku.
Ty: Wariat. Kompletny szaleniec. – mruknęłam pod nosem wsuwając skrawek papieru do kieszeni.
Przypomniałam sobie o nim dopiero następnego dnia, gdy jechałam do szkoły, a blond wlosy widniały mi gdzieś z przodu. Wyjęłam bilet z kurtki. Uff, na szczęścia miałam na sobie tę samą. Ruszyłam w jego kierunku, aby mu oddać rzecz, nie chciałam być czegoś mu winna.
Dopiero teraz zauważyłam odwrotną stronę karteczki.
„ Koszulka to tylko pretekst. Podrzuciłem ją sam. Zapominam język w buzi kiedy cię widzę. Może pójdziesz ze mną do kina. Tam nie trzeba gadać”
Uśmiechnęłam się do siebie. Teraz przepychałam się przez tłum pasażerów żeby dotrzeć do niego. Wiedziałam już że nie będziemy się spotykać tylko w komunikacji miejskiej…





Carmel

z bloga szalonepisarki-imaginy.blogspot.com/2013_04_01_a…

  •  
  • Pozostało 1000 znaków